Kto na ciebie kamieniem, ty na niego chlebem

Ojciec Arsenije

W swojej kolejnej homilii, którą publikujemy Ojciec Arsenije mówi nam o właściwym chrześcijańskim podejściu do nieprzyjaciół, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i pomiędzy całymi narodami, czy też społecznościami.

Stosunek do nieprzyjaciela: „Kto na ciebie kamieniem, ty na niego chlebem!“

Nasi nieprzyjaciele są w istocie naszymi przyjaciółmi, ponieważ pokazują nam, w jakim stanie /duchowym/ my jesteśmy. Bo kiedy ktoś w monasterze obrazi mnie i ja się zdenerwuję, to on tak naprawdę jest moim przyjacielem, ponieważ pokazuje mi nie jaki on jest, ale co ja mam w sobie. Może robi to przypadkiem, ale ja i tak się denerwuję. I tak w najlepszy możliwy sposób otwiera mi oczy, żebym zobaczył, że jestem porywczy, że jestem pyszny, że jestem próżny. Ten człowiek okazał mi wielkie dobro, ponieważ, jeżeli jestem rozsądny, powiem sobie: „ Zobacz, jaki jesteś w rzeczywistości!“, jeśli nie w tej samej chwili, to chociaż tego samego wieczoru albo następnego dnia. Powiem sobie: „Boże, jak ja zareagowałem – jak największy dureń!“. I wtedy właściwie zajmę się sobą. To są zawsze ludzie, którzy nam nie schlebiają, w jakiś sposób obrażają nas. Tak my w najlepszy możliwy sposób otrzymujemy … /wiedzę o sobie/.

To bardzo ważne pytanie filozoficzne. Zwlaszcza na poziomie Ewangelii. Ponieważ są ludzie, którzy nawet przesadzali w tym. Chrystus mówi: „… jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!“, „Kto na ciebie kamieniem, ty na niego chlebem!“, „Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!”, „Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!”. To punkt zwieńczający w Ewangelii, w nauce Boskiej. I tutaj, powiedzmy, Lew Tołstoj nie miał umiaru. Uważał bowiem, że cerkiew prawosławna i ogólnie Ewangelia są zupełnie stracone, że w imieniu Boga nie wolno prowadzić żadnych wojen. Nie tylko wojen inwazyjnych, jakie prowadzili Krzyżacy, ale nawet wojen obronnych nie wolno prowadzić, ponieważ podczas nich zabija się ludzi. Tak Tołstoj popadł w drugą skrajność – tam również Prawdy nie ma. Ponieważ w innym miejscu Chrystus mówi: „A teraz, kto nie ma noża, niech go weźmie“. Więc my musimy się bronić, ale i tutaj to musi być zgodnie z miarą naszej duchowości. Ponieważ wiadomo, że mnisi, i to nie wszyscy mnisi, lecz tylko ci najznamienitsi, maksymalnie wypełnili i zrealizowali to, co powiedziano w Ewangelii. I kiedy ich atakowali Saraceni, Rzymianie, Turcy, ktokolwiek inny, oni nie uciekali, chociaż wiedzieli, że ich zabiją. Niektórzy uciekali, ale ich nie osądzano, ani nie szli oni do piekła. Po prostu nie mieli tej miary duchowej, żeby to znieść, i szli do swojego starca albo, powiedzmy, do Mojżesza Muryna. A on wiedział, że oni muszą postąpić w ten sposób. Wielu innych postąpiło w ten sposób, ale nie było przestępcami. Kiedy młodzi mnisi dowiadywali się, że zbliża się taka i taka banda, że zbliżają się Saraceni, powiedzmy w Palestynie, pytali swojego starca: „Starcze, co nam robić? Czy zostać, czy nie?“. Starzec widział, że się boją, że mogą tak zdradzić wiarę, że nie wyjdzie im to na dobre. I mówił im: „Uciekajcie, ratujcie się i nie zostanie wam to policzone jako grzech. A ja zostaję“. I oni zostawali na miejscu i zabijano ich. Nie bronili się, nie prosili o litośc, nie uciekali. To było według ich miary. To samo w stosunkach międzyludzkich – ile jesteśmy gotowi znieść, na ile głęboką mamy świadomość o istnieniu tamtego świata i o tym, jak ważne jest zło, które znieśliśmy, a które nie jest ludzkim, lecz demonicznym, dla naszych „pozycji“ w tamtym świecie.

Tak że, niestety, wojny istnieją. Jeśli całe jedno społeczeństwo, jeden lud jest tak głęboko zakorzeniony w Ewangelii, że nie odpowie jakiemuś złu, które zadały mu inne ludy, to co się z nim stanie? Być może ten lud zostanie zniszczony, ale może i nie. Tego nigdy nie wiadomo. My zawsze mówimy: „No dobrze, ale jeśli ja mu się poddam, to on mnie wykończy“. A tego nie możemy wiedzieć. Bo bardzo często w żywotach świętych i ogólnie w historii cerkwi są przypadki, kiedy właśnie w takich sytuacjach, gdy w pełni poddawaliśmy się woli Bożej i byliśmy pewni, że zginiemy, zdarzał się taki zbieg okoliczności, dzięki któremu byliśmy uratowani. Ponadto, otrzymywaliśmy coś więcej. Tak że w ogóle nie jest pewne, że jeślibyśmy my, Serbowie, i nasi ministrowie odpowiedzieli nieagresywnie, zostalibyśmy zniszczeni jako lud. To w ogóle nie jest pewne. Być może zdarzyłoby się, że Bóg poukładałby rzeczy tak, że bylibyśmy chronieni przed jakimś innym, większym ludem albo czymś innym. Nigdy nie wiemy, co Bóg ma dla nas w rękawie, jakiego asa. A On zawsze ma jakiegoś asa dla tego, kto żyje według Ewangelii.

Ale powiedzmy, że jest to utopią. Że, jeśliby lud serbski nigdy nie odpowiedział ogniem, na pewno zostalibyśmy zniszczeni przez Bułgarów, Turków, Węgrów, katolików, muzułmanów. I co z tego? Jeśli zostalibyśmy zniszczeni w ten sposób, każdy Serb odszedłby do Królestwa Niebieskiego. A co jest ważniejsze: żyć 10 miliardów lat na ziemi w jakimś  półgrzechu, w namiętnościach, konfliktach, walkach, lub w jednej chwili  nam wszystkim zemrzeć i znaleźć Królestwo Niebieskie? Ktoś może powie: „Ten już przesadza, nie?“. Nie, narodowi nie wolno zostawać bogiem, tak jak Hitler nauczył się tego od  Hegla. Hegel jako pierwszy uformował z narodu, z państwa bóstwo.  A Hitler wziął to od niego i tak powstał narodowy socjalizm, nazizm. Bardzo często nam, Serbom, zdarza się, że robimy z naszego narodu bóstwo, obiekt kultu.  Często jest dla nas ważniejsze, że ktoś jest Serbem, niż to, że jest chrześcijaninem. Ale być Serbem bez chrześcijaństwa – nie jest to żadną cnotą. Dlatego mówię, że nawet jeśli zostaniemy zgładzeni, ale zgładzeni jak ludzie Boże, wejdziemy do Królestwa Niebieskiego  i otrzymamy życie wieczne. A ja jestem pewien, że jeśli Bóg stworzył lud serbski jako taki, to On nie pozwoli, żeby go zgładzono. Faktem jest, że nasz lud wiele przecierpiał, ale znowu mówię: gdybyśmy jako lud prawosławny stali jeszcze głębiej w prawosławiu, byłoby zdecydowanie lepiej. Ponieważ, jak napisano w Piśmie Świętym: „Czyniąc dobro swojemu nieprzyjacielowi, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę“. To, co Pismo Swięte mówi, jest bardzo ważne. Oznacza to, że nie wolno nam nigdy patrzeć na ten świat, na to życie, na tę planetę, tę materię, tę ziemię jako na jedyne, co jest nam tutaj dane. Ponieważ, naturalnie, będziemy wtedy walczyć o to jak zwierzęta. Ale kiedy wiemy, że wszystko to jest nam dane tylko tymczasowo i tylko jako punkt wyjścia do czegoś przyszłego, co na nas czeka, wtedy będziemy zachowywać się nieporównywalnie inaczej, lepiej i  niczym anioły na tym świecie.

Ojciec Arsenije, 22 lipca 2020 r.


Źródłoyoutube.com

Tłumaczenie z serbskiego na polski – Dimka Savova
Polska redakcja – Agnieszka Maria Chmiełowiec

 

Autor

Redakcja orthodox.fm - Portalu Medialnego Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej.