Oddaleni

O. Władimir Dojczew

Nasza Cerkiew każdego dnia obchodzi święto któregoś ze swoich świętych. My sami znamy ważniejsze daty poświęcone konkretnym świętym i w ten dzień oddajemy im szczególną cześć. Ale czy zdajemy sobie sprawę, jakim bogactwem jest przebywanie w jednej Cerkwi ze świętymi mężczyznami i kobietami, na jednym statku do Nieba? Czy zdajemy sobie sprawę, że tak, jak możemy poprosić o pomóc przyjaciela przez telefon, tak samo możemy połączyć się przez modlitwę ze świętym i poprosić go o pomóc? W swojej homilii Ojciec Władimir Dojczew dzieli się z nami przemyśleniami na ten temat.


Oddaleni

W żywocie św. Jony Kijewskiego jest jeden bardzo ciekawy epizod. Pod koniec życia, kiedy był ihumenem, ktoś zapukał z modlitwą do jego drzwi, po czym wszedł. Okazało się, że to nie jeden człowiek, lecz kilku ludzi. Św. Jona pomyślał, że to bracia z monasteru, a ponieważ był bardzo zajęty swoimi rzeczami, nawet im się nie przyjrzał. W jednej chwili poczuł, że ma gości i obrócił się w ich kierunku. Okazało się, że to – nieznajomi mnisi. Zaniepokoił się bardzo, poprosił ich o błogosławieństwo, przeprosił, że nie oddał im należnej czci. Najstarszy z nich powiedział: „Zdecydowałem się przyjść do Ciebie ze swymi duchowymi dziećmi, ponieważ od dawna już czekam, żebyś to ty przyszedł do mnie z prośbą o pomoc albo o radę. Jestem ihumenem monasteru Św. Trójcy, ty także jesteś ihumenem monasteru Św. Trójcy, wiem jakie masz problemy. Czyż nie przyjdę ci z pomocą?“

Zaniepokoił się św. Jona: „Ale ja, taki niegodny” … I myślał sobie: „Cóż to za ważny człowiek przyszedł do mnie, kim jest ten ihumen, który chce mi pomóc, a ja go nie znam?“ Wtedy ihumen sam się przedstawił: „ Jestem Sergij Radoneżski. Miałem wiele podobnych i trudniejszych spraw niż twoje, przyszedłem Ci powiedzieć, że zawsze, kiedy będziesz chciał, mogę ci pomóc, ponieważ rozumiem twoje wysiłki, rozumiem twoje problemy, rozumiem twoje udręki i jestem z tobą“. (Opowiadam tę część żywota nie dosłownie lecz z pamięci.)
Spójrzcie, jakie to piękne, jakie pouczające – że święci nas szukają, swoich młodszych braci. Szukają nas gdyż chcą nam pomóc. Chcą – oni, którzy mają Królestwo Boże, którzy mają wszystko chcą być naszymi przyjaciółmi. Cóż nas więc od nich oddziela? Dlaczego wydają się nam tak daleko? Jest pewna modlitwa do wszystkich atoskich świętych, gdzie tak się mówi: „Wy, w niebiosach w górze, a my, na ziemi, oddaleni od was nie tyle z powodu odległości, ile ze względu na naszą grzeszną nieczystość”.

To nas oddziela od świętych – że żyjemy życiem, które całkowicie opiera się na zaufaniu do tego świata. Przyszliśmy do cerkwi, ale nie zostawiliśmy świata. I nadal żyjemy według jego logiki, według jego reguł, według jego przebiegłych oszustw, według jego kontaktów, według jego bezczelności, według jego udręk. A nie według reguł pokory, samooskarżenia, pokuty – jak żyli święci. Dlatego trudno im być naszymi pomocnikami. Jeszcze bardziej im trudno, kiedy się do nich nie modlimy. A na brak modlitwy zawsze mamy wymówki – praca, problemy, dzieci, lodówka, pralka, okna, przyjaciele, ciocia, koledzy, szef: wszytko i wszyscy … Kiedy nadają, powiedzmy, mecz piłki nożnej, który jest ciekawy, niewielu mężczyzn odejdzie, chociażby mieli problemy, niewielu przestanie oglądać. Mecz ich ciekawi, ponieważ jest bliski ich sercom. Równie dobrze może to być film. Dla każdego człowieka jest ważne by robić to, co lubi. W ten sposób odpoczywa.

A ze świętymi nie odpoczywamy. Modlitwa nas obciąża. Jest jeszcze jednym zobowiązaniem, podobnym do mycia naczyń. Dlatego zostaje często zaniedbywana albo w ogóle odkładana na następny ranek, następny dzień, na jakiś inny czas. Staje się trudna do wdrożenia. Mamy zbyt dużo innych zobowiązań, a na dodatek jeszcze i modlitwa. I w taki sposób przyjaźń ze świętymi zawiesza się. Zawiesza się, a my powracamy do starych bitew tego świata, do ciągle tych samych problemów, do tych samych kłamstw, którymi świat nas otacza. I tak mija życie, dzień za dniem, noc za nocą, tydzień za tygodniem, rok za rokiem. Pewnego dnia obejrzymy się do tyłu i zauważymy, że święci są tak samo daleko od nas, jak byli, kiedy pierwszy raz wchodziliśmy do cerkwi. Że nie udało nam się ich dogonić. Co gorzej, nawet nie zdążyliśmy się z nimi zapoznać. W końcu może zdarzyć się nawet tak, że kiedy odejdziemy z tego świata, staniemy przed nimi i przed Bogiem jak przed zupełnie nieznajomymi. Dlatego rozważcie – mimo naszej leniwej postawy oni wciąż czekają na najmniejszą szansę, najmniejszy ruch z naszej strony by zostać naszymi przyjaciółmi. Usłyszcie to i pomyślcie: bogaty chce zostać przyjacielem ubogiego, ten, który nie ma problemów, chce być blisko z przytłoczonym problemami, ten kto żyje w miłości chce pomagać temu, kto jest arogancki i go ignoruje.

W świętej Ewangelii powiedziano: „Błogosławieni ubodzy w duchu“ (Mt. 5:3). Błogosłanwieni ci, którzy zrozumieli, że stracili to co w życiu najważniejsze: Królestwo Niebieskie, Bożą łaskę, bliskość z Przenajświętszą Bogarodzicą, z aniołami, ze świętymi – rozumieją, że nie mają niczego wartościowego na tym świecie. Tym, którzy nie zrozumieli czym jest Niebo, którzy chcą tutaj i teraz przeżyć swój raj, świat proponuje jachty, samochody, proponuje pałace i cielesne przyjemności podsuwane przez diabła. A my, wręcz przeciwnie, musimy szukać Nieba – tak, jak Go szukają ci, którzy proszą o jałmużnę, którzy sie modlą, którzy są ubodzy, którzy błagają by ich usłyszano. Święci nas niezawodnie, niezawodnie usłyszą, jeżeli odrzucimy logikę tego świata i ukorzymy się przed światem Niebieskim. Jeżeli zamiast dumy wybierzemy pokorę, zamiast dąsania się wybierzemy łzy pokuty. Tak, jak to wybrał św. Jona Kijewski.

Ojciec Władimir Dojczew
5 listopada 2020 roku

Źródło: outsideri.org
Tłumaczenie z bułgarskiego na polski: Dimka Savova
Redakcja polska: Joanna Wyspiańska

Autor

Redakcja orthodox.fm - Portalu Medialnego Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej.