Świątynia jest sercem – kazanie na Paschę

O. Władimir Dojczew

Prezentujemy kazanie bułgarskiego duchownego ks. prot. Władimira Dojczewa pt. „Świątynia jest sercem”. Kazanie zostało wygłoszone w święto Zmartwychwstania Chrystusa w cerkwi Św. Prep. Nauma Ochrydzkiego, która mieści się na osiedlu Drużba w Sofii. Przekładu z bułgarskiego na język polski dokonała prof. Dimka Savova.

Źródło nagrania…

Chrystus Zmartwychwstał!

Bracia i siostry,

Jaki piękny poranek! Ptaki jeszcze nie śpiewają… A my jesteśmy już zgromadzeni. Czy pamiętacie kim był ojciec Wasilij Rosliakow? Nowy męczennik z Pustelni Optyńskiej, który ucierpiał na Paschę! Na Paschę uzyskał nagrodę Chrystusowych wyznawców. On mówi, że świat posiada jedną tajemnicę – rankiem jako pierwsze wstają ptaki, żeby wychwalać Boga, tak jak na to On zasługuje. Ale mnisi znają tę tajemnicę i dlatego wstają przed ptakami, by móc jako pierwsi wychwalać Boga.

W ostatnich dniach wielokrotnie nas pouczano, że musimy być tacy jak mnisi. A my przecież mamy rodziny, dzieci, babcie, matki… Czyż możemy być tacy jak mnisi każdego dnia? Każdego dnia nie, ale dzisiaj możemy być takimi jak mnisi. I dlatego, znając tajemnicę, którą nam odsłania ojciec Wasilij Rosljakow, ten wielki piewca drogi ku Chrystusowi w obecnych czasach, zgromadziliśmy się tutaj, wczesnym rankiem, jak niewiasty niosące wonności, z jednego ważnego powodu. Ten Dzień jest zupełnie inny niż pozostałe. Bóg stworzył ten dzień, żebyśmy się „radowali i weselili weń”. Ten dzień w istocie jest Jedynym dniem.

Pewnego dnia, bardzo dawno temu, dwoje ludzi – mężczyzna i kobieta – spojrzeli na siebie inaczej, niż to było potrzebnie. Inaczej, niż nakazywano. Inaczej, niż to było dla nich pożyteczne. I wprowadzili grzech do naszego życia – do życia swoich dzieci, na kolejne wieki. I od razu po tym, jak to uczynili, nastał wieczór i zapadła noc, i już nigdy nie rozedniło się. W ciągu wielu dni, lat, wieków. Wschodziły i zachodziły ludzkie życia, ludzkie istoty czyniły to, co było dla nich możliwe, jak pisano w Psalmie: „Człowiek wychodzi do swojej pracy, do trudu swojego aż do wieczora” (Ps. 103:23). A my powiedzmy – „w ciągu wieczora”, ponieważ dnia już nie było. Mrok grzechu przykrył wszystko.
A wewnątrz tego mroku szalała aż po hańbę, po wyrok, przy tym, nieodwołalny, pewna straszliwa choroba. Mijały pokolenia, ludzie potrafili przechytrzyć jedne nieszczęścia, inne nieszczęścia z kolei przechytrzały ich samych. Pokonywali jedno zło, jedne epidemie i klęski, ale nowe klęski zmieniały stare. Lecz jedna klęska pozostawała aktualną. Śmierć. Śmierć pokonywała każdego, kogo napotykała w mroku. Ta epidemia dotykała wszystkich. Wszyscy co do jednego byli chorzy na tę chorobę. Wszyscy co do jednego byli podłączani do aparatów, które nie działały. Wszyscy co do jednego byli powaleni przez tę pandemię, zwaną śmiercią.

To wszystko trwało aż do tego Dnia, który dziś zgromadziliśmy się uczcić. Do dnia, w którym zajaśniało Jasne Słońce Prawdy, aby uświęcić ten świat i wzeszło z grobu, by zajaśnieć w mroku i mrok go nie ogarnął, jak usłyszeliśmy w Ewangelii (Jan 1:5). Aby pokonać śmierć nie filozoficznie, nie ideologicznie – aby ją pokonać realnie. Pokonać ją medycznie. Pokonać ją poprzez Swoje Własne Ciało i Swoją Własną Krew.
Dlatego jesteśmy tutaj zgromadzeni, bracia i siostry. Ponieważ dziś jest poranek. I rankiem powinniśmy być właśnie tu – nie mamy gdzie indziej być. A czy wiecie dlaczego? W ostatnich dniach nam często powtarzano, że świątynia znajduje się w sercu. A ja wam powiem dziś coś innego. Świątyna jest sercem! My wszyscy jesteśmy umieszczeni w tym sercu! I czy wiecie Czyje jest to serce? Łatwo można domyślić się, czyje jest to serce, dzięki Krwi, którą ono rusza ku nam. Świątynia to serce Pana naszego Jezusa Chrystusa, Zmartwychwstałego, i to Jego Krew krąży w tym sercu. Świątynia Pana naszego jest tym miejscem, gdzie my sami możemy otrzymać ożywczą dla naszych serc Krew, żebyśmy nie umarli na wieki.

My jesteśmy tu, bracia i siostry, wcześnie rano, podobnie jak żony Mironosicy, które okazały się odważniejszymi niż mężczyżńi, którzy przestraszyli się. My jesteśmy tutaj, bracia i siostry, ponieważ upodobniamy się do żon Mironosic, które nie pouciekały, lecz raniusieńko przyszły do Pańskiego grobu, żeby przyznać się do swojej niemocy – że nawet nie mogą usunąć kamienia z przed drzwi grobu. I co się stało, kiedy one, w swoim załamaniu, w swojej niemocy stały tam? Oto, Anioł im oznajmił dobrą nowinę: „Dlaczego szukacie Żywego między martwymi?” (Łukasz 24:5) Dlaczego nazywacie mаrtwym Tego, Który pokonał śmierć i przyniósł światu życie wieczne?

Ale i tych, którzy uciekli, bracia i siostry, – czyż nich Bóg porzucił? Nawet św. ap. Tomasz, który chciał dotknąć i poczuć palcami, otrzymać zapewnienie od Boga – on nie został pominiętym! Czyż z nami dzieje się coś innego? Czy ktokolwiek może powiedzieć: Tomaszowi było dane, ale mnie nie! Nie, bracia i siostry, to nieprawda! Jeśli Bóg dał Tomaszowi dotknąć palcem, nam dał skosztować językiem. Jeśli Tomasz powiedział: „Pan mój i Bóg mój!” (Jan 20:28), to i my tutaj śpiewamy: „Pan nasz i Bóg nasz!” Nic się nie zmieniło. Chrystus jest tutaj, wśród nas; gdzie są dwoje lub troje, zgromadzeni w imieniu Jego, tam jest i On. Żeby dać człowiekowi życie i perspektywę życia wiecznego. Żeby mu dać ścieżkę przez pandemię śmierci i zrobić z niego stworzenie wieczne, a nie przejściowe. Nie stworzenie, które ciągle czai się i ukrywa przed śmiercią, lecz stworzenie, które wie, że ona jest obalona i pokonana. Stworzenie, które nie drży, lecz klęka przed Bogiem.
Bracia i siostry, wiele razy czułem niemoc w swoich pasterskich wysiłkach wobec was. W ostatnich dniach wy wszyscy, moi parafianie, byliście moimi pasterzami, przychodząc do świątyni. Chociaż wszyscy wam kazali uciekać od Boga… Dziękuję Bogu, że znam was!

Chrystos Woskresie!

 

19.04.2020 r., Cerkiew Św. Prep. Nauma Ochrydzkiego w Sofii

Autor

Redakcja orthodox.fm - Portalu Medialnego Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej.