Wielebna Maria z Egiptu

Mnich Michał Hadżyantoniu

Często, kiedy słuchamy o świętych naszej Cerkwi, wydają się nam jakby nieosiągalni poprzez swoje wysiłki w pobożności, i dlatego – jakoś dalecy. Zwłaszcza kiedy oddziela nas od nich wiele wieków. Mówimy sobie: „Nie potrafię być do nich podobny, nie jestem w stanie ich naśladować, czy podejmować ich wyzwań. Po co więc, mam się nimi interesować? I tak dzisiejsze życie jest bardzo skomplikowane!“. A to tak jak gdyby mówić naszej Cerkwi, która poprzez żywoty swoich świętych, daruje nam mocną podstawę ku zachowaniu i rozpaleniu wiary: „Nie, dziękuję, może innym razem!“. Dlatego tekst greckiego mnicha Michała (Hadżyantoniu), który proponujemy wam w tym tygodniu, jest szczególnie przydatny – pokazuje nam w czym każdy z nas, jeśli będzie chciał, może porównać się ze świętymi. 


Wielebna Maria z Egiptu 

Próbując przekonać nas byśmy pokochali Boga, nasza Cerkiew przedstawia nam najlepsze temu służące przykłady. Więc, w tym tygodniu podaje nam jako przykład pewną prostytutkę. Przy tym nie zwykłą prostytutkę, lecz „królową” prostytutek. Bo nie ma pewności, czy istnieje inna kobieta, która by tak bardzo kochała grzech, jak Maria z Egiptu. 

W swoim życiu zgrzeszyła jak nikt inny. Ale też stwierdziła, że życie ani wypełnia się sensem poprzez rozpustę i grzech, ani też kończy się bez nich. Ponieważ każde ziemskie, a zwłaszcza grzeszne zjawisko, prowadzi do zmęczenia i impasu jako naturalnych konsekwencji. Tylko Boża łaska przynosi zdolność do odnowienia, ale też do ożywienia każdego człowieka, którego dotknie. 

 Dzień dniowi głosi opowieść, a noc nocy przekazuje wiadomość.“, zapewnia nas prorok Dawid. To znaczy – każda noc przynosi nam coś nowego i każdy dzień otwiera przed nami nową tajemnicę. 

Człowiek tego potrzebuje. Woda, która dłużej stoi, zaczyna śmierdzieć. Człowiek też musi znaleźć sposób by się odnawiać i ciągle wprowadzać do swego życia coś nowego.

Przecież obserwujecie ludzkie pasje i silne pragnienia ludzi by zwiedzać i podróżować? Ludzie potrzebują czegoś nowego, jakiejś zmiany, a skoro nie odczuwają wewnętrznej zmiany, a wokól nich wszystko wydaje się rutyną, szukają rozrywki w podróży i wakacjach. A np. kobiety uspokajają się, przesuwając meble w domu i kupując nowe pojemniki kuchenne. To bez wątpliwości jest też zmianą.

Czy przyszło wam do głowy, że kiedy jakiś roztropny człowiek odkryje tę tajemnicę, może pociągnąć za sobą wielu ludzi – właśnie tym hasłem o zmianie? Może nawet zostać premierem. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ odwołuje się do wewnętrznej potrzeby ludzkiego serca i pewnej głębokiej konieczności człowieka. 

Ludzie poważni jednak, ludzie rozważni, aby udoskonalić swoje życie i nadać swemu istnieniu głębszy wymiar, nie czekają na postęp greckiej gospodarki, ani rozwój społeczeństwa. Lecz pomimo codziennych kłopotów, pomimo Papandreu i Karamanli oraz pomimo „cudów”, których ci „cudotwórcy” dokonują, tacy ludzie próbują uczynić swoje życie bardziej stabilnym, pięknym, prostym i niezależnym. Niezależnym od zdarzeń i okoliczności, ale też od ludzi. Kto chce, ten tego szuka i u Boga znajduje codzienny pokój i radość, codzienne piękno wewnętrzne.

I biada człowiekowi, jeśli tak nie postępuje, co znaczy: jeśli nie otrzymuje w życiu, z Bożej ręki niczego nowego. Wtedy jego życie staje się rutyną, abym nie powiedział – nieznośnie ciężkim, życiem, podobnym do życia zwierzęcia. 

Nie ma większej rutyny niż grzech. Niektóre kobiety fascynują się, kiedy po wielokrotnych błędnych wyborach, w końcu znajdą odpowiednego partnera, niezależnie od tego, czy ich małżonek się z tym zgadza, czy nie. Jej partner patrzy jej w oczy i rozumie ją. Całe życie tego pragnęła – aby ktoś patrzył jej w oczy i ją rozumiał. Po kilku dniach partner zaczyna patrzeć o milimetr obok jej oczu. W następnym tygodniu – o pięć milimetrów obok. A niedługo potem partner patrzy w jedną stronę, kobieta – w drugą, on czuje tak, kobieta – inaczej. Finał? Jeszcze jedna ruina w kolejnym nieuporządkowanym i nieszczęśliwym sercu.

Taki rozwój jest bardzo naturalny i oczekiwany. Ponieważ każde ludzkie zdarzenie, do którego nie dotknęła się obecność Boga i go nie przeobraziła, oraz które nie jest w harmonii z Bożą wolą, kończy się rozczarowaniem. I biada marzycielskiemu życiowemu pasażerowi, który tego nie zrozumiał i nadal na ziemi szuka życia usłanego różami.

Tak też Maria z Egiptu zmęczyła się grzechem i zdecydowała się zmienić swoje życie. By wyjść z impasu, do którego doprowadziło ją jej życie, zdecydowała się poprosić o pomoc Bogarodzicę. A Bogarodzica od razu na jej prośbę zareagowała. To zdarzenie jest naprawdę wzruszające, ale też niezwykle zaskakujące. Królowa cudzołożnic przytulona przez Przenajczystszą Pannę. Zanim łzy z jej oczu zdążyły upaść na ziemię, Bogarodzica otworzyła ramiona i zawołała do niej: „Chodź! Nie bój się! Skoro zechciałaś uwolnić się od grzechu, to Mi wystarczy. Jesteś moja. Przyjdź do Mnie i nie bój się już niczego w życiu!“

W ten sposób cudzołożnica została świętą. Królowa cudzołożnic – przywódczynią świętych i dziewic. Wyczerpana, ale odpokutowawszy swoje grzechy, cudzołożnica, pod koniec życia udzielała rad abbie Zosimie, największemu ascecie Jodańskiej pustyni.

Czy chcecie lepiej zrozumieć jak do tego wszystkiego doszło? Zrozumieć, że ani nasze cnoty, ani nasza asceza, ani nawet nasze dziewictwo nie podobają się Bogu, jeśli im nie towarzyszą pokuta i łzy?

Pewnego razu rozmawiałem o tym ze starcem Paisjuszem i opowiedział mi taki przypadek. Kiedyś wezwano go do pewnego żeńskiego monasteru, aby pomógł jednej z mniszek. Ta mniszka prowadziła bardzo ascetyczne życie i otrzymała imię sprawiedliwej, ale biedna cierpiała z powodu swego egoizmu i swojej dumy. Starzec Paisjusz pouczał ją, ale mniszka była nieugięta. Nic ze słów starca do niej nie dotarło. Po jakimś czasie, pewnego dnia poszła w jakiejś sprawie do ogrodu razem z pewnym robotnikiem i ponieważ to już było zupełnie naturalne (ponieważ łaska odchodzi z powodu egoizmu i opuszcza człowieka), mniszka popełniła grzech z tym robotnikiem. Do wieczoru nie była świadoma co w istocie zrobiła. Kiedy jednak, po wieczornym nabożeństwie poszła oddać cześć ikonom, wtedy w pełni zrozumiała co się stało. Poczekała, aby pozostałe mniszki wyszły z świątyni, a kiedy została sama, zamknęła drzwi, upadła przed ikoną Chrystusa. Z płaczu jej ciało trzęsło się na ziemi, ot tak. Wtedy Bóg powiedział starcu Paisjuszowi: „W końcu z tej mniszki jestem zadowolony”. 

O czym mówi nam ten przypadek? O tym, że mimo swego dziewictwa, z powodu swego egoizmu ta mniszka była daleko od Boga, ale kiedy odpokutowała, wszystko znalazło się na swoim miejscu. Pomimo jej ascezy, Bóg nie był z niej zadowolony. Kiedy jednak uklękła przed Nim i popłynęły łzy pokuty, Bóg od razu okazał Swoje zadowolenie. 

Naśladujmy tę pokutę, by otrzymać Boże usprawiedliwienie. Współczesne społeczeństwo naucza ludzi, by nigdy nie płakali. To dobre i pozytywne, ale kiedy odnosi się do ziemskich spraw. W niebieskich rzeczywistościach jednak, męstwo i siła charakteru objawiają się wtedy, kiedy pokonujemy swój egoizm i pokornie mówimy Bogu: „O Panie, zmiłuj się nade mną, grzesznym!“.

Udajcie się gdzieś na osobność i kiedy coś grzesznego zobaczycie w waszym sercu, zapamiętajcie to i wyspowiadajcie się, by to usunąć. Musimy usuwać rzeczy, które oddalają nas od Boga. A potem, kiedy oczyścimy siebie i pod tym kątem zbadamy wszelkie sprawy wokół nas, niech za każdym razem, kiedy klękniemy, z naszych oczu popłyną łzy, których tak oczekuje od nas Pan Bóg. Jeśli komuś stojąc przed Bogiem oczy nigdy nie robią się mokre od łez, szkoda całego jego Prawosławia. Wtedy staje się trochę podobny do katolika i protestanta. Ponieważ w tym właśnie leży podstawowa różnica pomiędzy nami: Prawosławie głosi i prowadzi Ducha Świętego do naszego życia poprzez pokutę, a inne wyznania taką drogę zupełnie ignorują. 

Nie myślcie, że to są sprawy ważne tylko dla mnichów. Jeden z największych współczesnych ascetów pustyni na Świętej Górze – papa Efrem Katunakiotis, zapewniał nas, że istnieją święci też w blokach mieszkalnych, w miastach i na wsiach. Właśnie dlatego, że nauczyli się rozwiać w sobie pokutę. 

Oczywiście, pokuta nie oznacza tylko ascezy, ani tylko postu i modlitwy. One są dobre, ale nie wystarczą. A czasami, kiedy nie wydają właściwych owoców, mogą się przetworzyć w coś negatywnego.

Tutaj musimy zwrócić uwagę na pewien bardzo poważny problem, obecny w naszej religijnej społeczności, zwłaszcza w Grecji, mianowicie – niszczącą niewiedzę ludu, który wierzy, że ten, kto ćwiczy się w ascezie, jest świętym. Taki sposób myślenia prowadzi do przedsionka pokusy – zarówno tego, kto tak twierdzi, jak też tego, kto tego słucha. Dlatego często nierozumni i problematyczni mnisi w różnych monasterach przetwarzają się w oddanych Bogu świętych dla tak samo nierozumnych kobiet i mężczyzn. 

Fragment z książki „Rozmowy pewnego mnicha „, t. 2

Mnich Michał (Hadżyantoniu)
14 kwietnia 2021 r.

Źródło: Двері


Tłumaczenie z greckiego: Zlatina Ivanova
Tłumaczenie z bułgarskiego: Dimka Savova
Redakcja polska: Joanna Wyspiańska

Kontynuując korzystanie z tego serwisu zgadzasz się na używanie plików cookies. Więcej...

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close