Wielki krzyż – wielkie Zmartwychwstanie

Metropolita Neofit

Prezentujemy kolejne ważne przesłanie greckiego hierarchy prawosławnego. Tym razem słowa duchowego pouczenia pt. „Wielki krzyż – wielkie Zmartwychwstanie” kieruje do nas arcypasterz JE Neofit – metropolita Morfu na Cyprze. Kazanie pt. „Chrystus też ma swoje plany” Władyka wygłosił 23 maja 2020 roku.


Wielki krzyż – wielkie Zmartwychwstanie

Kazanie JE Neofita – metropolity Morfu

Nie wolno odbierać człowiekowi uczestnictwa w nabożeństwach, ponieważ wtedy odbiera się mu najsilniejszą energię, którą dał mu Bóg, a którą jest miłość. Kiedy nas tworzył, Pan Nasz dał nam wiele energii. Mamy energię życiową,  energię dzięki której poruszamy się i pracujemy, mamy energię śpiewania, z ptakami śpiewamy, mamy energię wyrażania siebie przez słowa, ale to nam nie wystarczy. Pragniemy czego więcej.  To więcej zdarza się  wtedy kiedy częstotliwość ziemska spotyka się z częstotliwością niebiańską, wtedy człowiek zaczyna stawać się prawdziwym człowiekiem. Zgodnie z terminem (ἄνω + θρώσκω), który oznacza ‘człowiek – ten, który patrzy w górę’. Biedne zwierzęta patrzą w ziemię i wrócą do ziemi. A dokąd pójdzie człowiek? Nie pójdzie do prochu. Od  chwili, gdy wyszedł z łona matki, jeśli będzie współpracował z Bogiem, stopniowo stanie się nieśmiertelnym. Tak wielką posiadamy perspektywę. Gdybyśmy tylko chcieli.

Na Cyprze (oczywiście, w innych miejscach też), mimo wielu problemów i braku katechizacji – która jest odpowiedzialnością najpierw nas, archirejów, a potem i duchownych – dzięki współczesnym świętym lud powraca na łono, którym jest dla nas wszystkich Cerkiew Prawosławna. Ona nas rodzi dla wieczności. Z łona matki rodzimy się, aby przeżyć 70, 80, 90, najwięcej 100 lat. Dokąd pójdziemy potem? To jest ważne pytanie. Dlatego tak potrzebujemy św. Liturgii.

Nie myślimy z trwogą o różnych trudnych uwarunkowaniach, zakaźnych chorobach, mikrobach i wirusach (ιός – wirus), gdyż kochamy Syna (Υιος), Wyższego, Najpiękniejszego z wszystkich ludzi, Tego, Który  zwyciężył śmierć, Tego, Który  zwyciężył grzech, Tego, Który  zwyciężył diabła. Chcemy być ze Zwycięzcą, nawet gdybyśmy jutro mieli umrzeć.. Skoro będziemy razem ze Zwycięzcą, śmierć nie będzie śmiercią, lecz nieśmiertelnością. To ten paradoks, którego nie mogą zrozumieć ci, których wiara jest słaba, ci, którzy nie wierzą, ludzie z innym światopoglądem. Jest to ich prawem. Ale my też mamy swoje prawa. Nie wolno im tego zapominać, skoro są ludźmi Oświecenia i Wielkiej Europy. My też mamy swoje prawa.

Dzień dzisiejszy, gdy w czasie sławnej i tajemniczej Liturgii, tutaj w kaplicy „Św. Nicefora Trędowatego przeżywamy pragnienie wiecznego istnienia, życia wiecznego jest  pierwszym dniem, w którym nabożeństwo odprawiamy swobodnie, oczywiście, ze wszystkimi ograniczeniami (których wy nie dotrzymaliście, więc, grzywny czekają na was, ja już zapłaciłem wystarczająco)! Starzec Eumeniusz, uczeń świętego Nicefora, wnuk duchowy św. Antyma Hioskiego, sprawił by dzisiejszy dzień był pierwszym, w którym wierzący mają swobodny dostęp do nabożeństwa. (Starzec przepowiedział dokładnie wystąpienie pandemii w Grecii i na świecie, także i to, że jej koniec nadejdzie 15 maja 2020 r.) Dzisiaj uczestnicząc w liturgii potwierdzacie, że jesteście ludźmi, biorąc pod uwagę to, o czym już była mowa wcześniej. Że nie zadowala was miska zupy i przeżycie w zdrowiu 70-80 lat. Nie, to jest za mało w porównaniu z wiecznością. Pragniemy spożywać to Ciało i tę Krew, które zwyciężyły śmierć, chcemy oddawać cześć ikonie Świętej Bogurodzicy, która dała ciało Bogu – to, czego Bóg nie miał i czego potrzebował, by stać się Bogoczłowiekiem. Chcemy oddawać cześć i tym, którzy stali się podobni do Bogoczłowieka.

Dzisiaj obchodzimy Dzień Św. Michała, ep. Synadzkiego z Azji Mniejszej. Walczył o to, by ponad 1000 lat temu chrześcijanie mogli oddawać cześć ikonom. Bez dezynfekcji. Bez szkła zabezpieczającego. Wprost. Na ikonie święty jest obecny na żywo, jeśli tylko wierzysz. Jeśli masz wątpliwości, lepiej nie podchodzić do Komunii, ani nie oddawać czci ikonom, nie ma potrzeby narażać się na potępienie w piekle.. Usiądź z tylu i powiedz:

–  Chrystusie mój, wierzę w Ciebie!

To, co wam teraz powiem, pochodzi od starca Eumeniusza –sam mi to mówił:

– Chrystusie mój, wierzę w Ciebie! Skoro się jednak nie poprawiam, wygląda na to, że wierzę słabo.

Posłuchajcie, jak pięknie on do Niego mówił:

– Pomóż mi, żebym wierzył mocniej! Żebym każdego dnia kochał Cię, Chrystusie mój, coraz mocniej! Żebym w miłości do Ciebie stale był nienasycony! I żebym chciał pragnąć Cię co raz mocniej w swoim życiu!

I pytam, jeśli to nie jest miłością, czym jest więc miłość, powiedzcie mi? Chcę Cię pragnąć z każdym dniem co raz więcej! Ale nie zmieniam się, ciągle jestem tym samym. Skoro się nie zmieniam, to moja wina. Bóg chce zbliżyć mnie do Siebie, On kocha człowieka. Jest współczującym, miłosiernym Bogiem. „Nie zmieniam się – mówię do Niego – ponieważ Cię chcę za mało, Chrystusie mój! Jaką wielką sprawą jest wola. Poszukajcie głeboko w sobie, czego chcecie najbardziej, i wtedy zrozumiecie, gdzie jest wasza dusza.

Pewien człowiek przyszedł do mnie, żeby się wyspowiadać, i powiedział:

– Nic nie zrobiłem, przeczytaj mi modlitwę, żebym podszedł do Komunii!

– А-а-а – powiedziałem mu – tutaj nie można tak! Poszukaj w sobie chociaż jednego grzechu, w przeciwnym przypadku nie przeczytam ci modlitwy!

– Ale jak mam go odnaleźć?!

– Pomóc ci trochę?

– Tak!

– Czy masz internet?

– Mam!

– Na które strony wchodzisz? Na które najchętniej? Tam, gdzie wchodzisz szczególnie chętnie, tam jest Twoje najgłębsze ja.

Potem spowiadał się przez 40 minut…

Dlatego jest bardzo ważne by czujnie obserwować swoje najgłębsze pragnienia i chęci i spowiadać się z nich – z tych, które nie mają za podstawę przykazań Ewangelii, Chrystusa, naszej miłości. Za każdym razem,, kiedy zdradzam swoją miłość wobec Chrystusa i okazuje się ona małą, najpierw muszę odpokutować i następnie się wyspowiadać. Tego nas nauczali starcy Еumeniusz, Porfiriusz, Paisjusz i wszyscy ci Boży ludzie, i w Grecii, i na Cyprze.

Wspomniany dzisiaj starzec Eumeniusz (kazanie wygłoszone jest 23 maja, w czasie zaupokojniej św. Liturgii ku czci starca Eumeniusza) jest z Krety, pochodzi z Etii na Krecie, urodził się  w 1931 r. i został mnichem jeszcze jak dziecko, po tym, jak weszło w niego niestworzone światło, pewnego Nowym Roku. Miał on wtedy 14 lat i powiedział swojej siostrze Amalii:

– Amalio, zostanę mnichem!

Tak ostro mówił.

– Amalio! Zostanę mnichem!

Poszedł i został mnichem. Od 14 roku życia – w monasterze „Święty Nikita“, ascetycznym monasterze na wybrzeżu, jaskiniowym monasterze. Jaskinia z dwoma mnichami. Mając18 lat wypędzał demony. Wiele razy widział Świętą Bogurodzicę, tak samo i świętego Nikitę. W wieku 22-23 lat, zgodnie z prawem, musiał pójść do wojska. Ogolono mu głowę i wysłano do wojska. Był najlepszym żołnierzem.  Tam zachorował. Poszedł do lekarza, temperatura nie spadała.

– Co za choroba dopadła tego żołnierza – mnicha? – pytali się lekarze.

Jeden z nich – mądrala – powiedział mu:

– Wybacz mi, ale powiem ci coś: chyba masz chorobą weneryczną!

– Mam co?

– Chorobą weneryczną.

– A jaka jest to choroba?

– Byłeś z kobietą i złapałeś chorobę!

– Co ty mówisz! Jestem nieskalanym mnichem! Nie rozpoznałeś tego dobrze, Panie lekarzu, popatrz ponownie w swoich książkach!

Potem Bóg mu wyjawił, że ma trąd, który wtedy był nieuleczalną chorobą. Służba zdrowia od razu wysłała go do Aten, do szpitala „Limodon ”, w (nasielu) Świetej Warwary. Wkrótce potem wynaleziono lekarstwo na trąd i Eumeniusz  wyzdrowiał, jak i wszyscy pozostali. Ale wielkim uzdrowieniem dla duszy tego Bożego człowieka było to, że poznał pewnego wielkiego świętego – świętego Nicefora Trędowatego i został jego nowicjuszem.

– Naszym celem stale musi być pokora – mówił do mnie. – Czy chcesz mieć cel na każdy dzień twego życia? Musisz nieustannie rozważać, jak być pokornym w dniu, który mija. To jest bardzo trudne. Jakkolwiek pięknie wygląda. Kto chce uzyskać cnoty, musi przede wszystkim uporczywie pozyskiwać pokorę, choćby małymi kroczkami..

Pewnego dnia zapytałem go:

– Gieronda, dlaczego tak bardzo nalegasz na pozyskiwanie pokory, skoro jest ona najtrudniejszą rzeczą?

– Ponieważ miałem przez to kłopoty, synu mój! I nie chcę, żebyście i wy je mieli!

– Jakie kłopoty?

Opowiedział mi:

– Kiedy przebywałem tutaj obok starca Nicefora, i zobaczyłem świętych, i całą Liturgię, i Aniołów, poczułem się dumny, że też zostałem świętym. I pewnego dnia, schodząc schodkami,  poczułem na twarzy policzеk i od razu mnie opętał zły duch.

Wtedy starzec jeszcze miał na imię Sofroniusz. Zrobiła na mnie wrażenie pokora świętego Nicefora, który nie powiedział mi:

– Chodź, ojcze, przeczytam ci modlitwę!

Nie. Ale, żeby ukorzył się jego nowicjusz, powiedział mu:

– Ja jestem mnichem, mnisi nie czytają modlitew zaklęcia (ЗАКЛИНАТЕЛЬНЪЕ МОЛИТВЪ?). Pójdź do duchownych, którzy są postnikami, ascetami!

I przyprowadzili go na Kretę, do jego monasteru, a jeśli zauważyliście, dzisiaj na Liturgii wspominaliśmy inne imię – Nikodyma Hieromnicha. Ten to wypędził z niego złego ducha. Też był z Krety. Święty człowiek, który potem poszedł na Świętą Górę, ponieważ, po wypędzaniu demona, kiedy starzec Eumeniusz wyzdrowiał, wszyscy uznali go za świętego. Opuścił Kretę. Czy widzicie, czym jest pokora? Nie napełnił się dumą, jak bym ja z pewnością zrobił. Nie. Poszedł do Karei i tam zamieszkał, w Kapsale. I kto go miał za swojego ojca duchowego? Święty Paisjusz. Widzicie? Dokądkolwiek pójdzie człowiek Boży,  przynosi korzyści. I kiedy ktoś pytał wszystkich mnichów z Karei i Kapsaly:

– U kogo się spowiadasz, ojcze?

– U ojca Duchownego – odpowiadali.

– Kto jest ten ojciec Duchowny?

– Nikodym Duchowny.

Milczącym był, nie mówił, cały dzień czytał posledowanija modlitw. Tak samo i starzec Eumeniusz. 5 godzin dziennie. Codziennie, sam. Jeśli przychodziliśmy do niego, pomagaliśmy mu. Jeśli nie przychodziliśmy, sam czytał modlitwy.

–Wtedy czuję mocniej łaskę – mówił.

Później  wrócił do szpitala „Limodon“, chociaż był bardzo zdrowym i silnym człowiekim i wszyscy na Krecie mówili mu:

– Zostań na Krecie, skoro jesteś już zdrowy, w ogóle nie widać, że miałeś trąd!

On odpowiadał:

– Nie! Jest wielu cierpiących ludzi w Atenach, w szpitalu, pozostanę tam. Poznałem ból – i ciała i duszy i ducha, zostanę tam, żeby służyć cierpiącym.

I poszedł do 400 trędowatych, by zakładać im buty, by się nimi opiekować, oni go przeklinają, a on im wybacza. Takimi były pierwsze lata starca Eumeniusza w szpitalu. Potem poznał arcybiskupa Krety Tymoteusza, też człowieka świętego, który też wypędzał demony, ucznia świętego Amfilochiusza z Patmos. I arcybiskup Tymoteusz zrobił go księdzem i duchownym, i takim zastaliśmy go my, nasze pokolenie, w 1981 r., kiedy go poznałem. I kiedy pewnego razu poszedłem do świętego Porfiriusza, powiedział mi:

– Móre (sposób zwracania się do kogoś – not. D.S.), bardzo jesteś błogosławiony przez Opatrzność Bożą, ja zaś byłem potraktowany niesprawiedliwie!

– Panie, zmiłuj się, ty byłeś potraktowany niesprawiedliwie?

– Ty masz dwu duchownych, jednego – Jakuba w Eubei, i drugiego – Eumeniusza, a ja nie mam nikogo.

– Jakub jest chorym, nie możemy go doprowadzić. Kogo chcesz?

– Doprowadź mi Eumeniusza! To żywe źródło Krety, na którym niewielu się poznało jak cennym jest. Takiego świętego można spotkać tylko raz w 200 lat – tak powiedział mi święty Porfiriusz.

Znaleźliśmy samochód i przyprowadziliśmy starca Eumeniusza do świętego Porfiriusza i ten się wyspowiadał. I tak samo, jak Mojżesz w Starym Testamencie zszedł z Synaju cały w promieniach z powodu światła Boskiego, tak wyglądał i starzec Eumeniusz, kiedy wyszedł z celi świętego Porfiriusza.

Starzec Eumeniusz mówił, że musimy ciągle modlić się do Chrystusa prosząc o wielkie i piękne rzeczy (duchowe). Mówił mi:

– Może dusza „wyjść” z ciebie, ale mów: „Panie Jezusie Chrystusie mój, daruj mi łagodność, pokorę i prostotę!“

Nalegał bardzo na te trzy rzeczy.

Drugim ważnym dla życia duchowego wskazaniem – co bardzo podkreślał – było, że jeśli przyjdzie do ciebie jakaś niesprawiedliwość, oszczerstwo lub choroba, z radości rzuć się na ziemię!“

Kiedy mu powiedziano, że ma trąd, z radości upadł z łóżka. Zapytałem go:

– Naprawdę ucieszyłeś się?

– Oczywiście, że ucieszyłem się! – powiedział mi.

– Dlaczego ucieszyłeś się?

– Wielka choroba – wielki krzyż. Wielki krzyż – wielkie zmartwychwstanie!

A Europa przewróciła wszystko. I od razu, kiedy pojawia się choroba, nadchodzi smutek, depresja, mamrotanie, narzekanie, niedowiarstwo, niewiara. Nie wystarczy, że zachorujemy ciałem, zachoruje nam i dusza, chorujemy i duchowo. A czy widzicie, jak człowiek Boży, prawosławny, prawdziwy – jak on przyjmuje chorobę, podobnie jak i oszczerstwo czy oskarżenia?!

Trzecie, na co nalegał, to zapobieganie potępianiu. Mówił:

– Ten, kto potępia, niech oczekuje pokusy cielesnej. Jeśli nie nadejdzie pokusa cielesna, oznacza to, że Bóg go opuścił zupełnie.

Czwarte. Musimy ciągle kontrolować swój umysł – kiedy potępiłem w myślach lub słowami – Wybacz mi, Chrystusie mój! Mieć zawsze świeży umysł, nie umysł leniwy, nie szukać usprawiedliwienia, ale zauważać grzech jak najszybciej, kiedy w tobie rośnie jako myśl lub pożądanie. I od razu robić pokłony. I w tej postawie nieosądzania i niepotępiania wydawał nam  skrajnie gorliwy. Na przykład, był wielki upał. Ja, spontaniczny Cypryjczyk, mówiłem:

– Uf, wielki upał!

– Piękny upał! – mówił on.

– Dobry Boże, dzisiaj jest ogień!

– Piękny ogień! Bardzo ładny ogień!

– Czy ty żartujesz ze mnie?

– Jeśli tak zaczniesz: że coś ci śmierdzi,  coś ci sprawia kłopot, to potem zaczniesz potępiać i mnie! Umysł twój przyzwyczai się do tego, dziecko! Dlatego nieustannie patrz na dobrą stronę rzeczy!

Kiedy przychodziłem do świętego Porfiriusza, mówił:

– Co tam mówi, móre, Eumeniusz?

Chciał słuchać słowa starca Eumeniusza, żeby się napełniać natchnieniem.

Oprócz tego, nie podobało mu się, kiedy chwaliliśmy żywych ludzi. Ja mówiłem:

– Jak dobry jest ojciec Michał!

– Nie, dobrym jest, ale nie jest bardzo dobrym! Dobrym jest.

Podobało mu się kiedy patrzyliśmy pozytywnie na rzeczy, jednak – nie podobała mu się pochwała. I uważał, że jest ona początkiem potępienia, tak samo niedbalstwo.

Opowiedziałem wam kilka rzeczy o tym współczesnym świętym i z pewnością będzie on kanonizowany – dokonuje wiele cudów – i w naszym kraju, i w innych miejscach. Cuda zdarzają się z Turkami i z cudzoziemcami, ale nie w tym tkwi nasz cel. Mogę wam o cudach opowiadać do jutra rana, ale naszym celem są łagodność, pokora, prostota, wola Boża.

Bądźcie uważni wobec swoich pragnień, śledźcie je, nie usprawiedliwiajcie, walczcie z nimi, za pomocą imienia Chrystusa: Panie Jezusie Chrystusie, zmiłuj się nade mną! Święty ojcze Boży Eumeniuszu, święty sługo Boży Niceforze, pomóż mi! Najświętsza Bogurodzico, pomóż mi! Ochroń nas! Uratuj nas! Tak sie zmienia człowiek.

Wczoraj posłałem pewnego naszego księdza do jednego opętanego przez demona, żeby mu przeczytał modlitwy. W czasie gdy czytał modlitwy, opętany mu powiedział:

– Zamknąłem wam cerkwie! Bo z wszystkiego najbardziej przeszkadza mi Ciało Manola! – tj. Emanuela, nazywa Chrystusa Manolem. – Ale przeszkadza mi też, że wszyscy zaczęliście udawać pokornych! Nawet to mi przeszkadza!

Innymi słowy, nawet kiedy udajemy pokornych, to też denerwuje diabła.

Te dwie rzeczy przeszkadzają mu najwięcej ze wszystkiego. Ciało Manola, Chrystusa, zmartwychwstałe Ciało, które zwyciężyło śmierć, św. Komunia, i pokora.

Czy widzicie jak dobrze wyczuł nasze czasy święty Eumeniusz? Coś jeszcze przekażę o pokorze, co nam nieustannie mówił:

– Szukajcie pokory, ale nie z egoizmem, nie z gniewem – gniew to egoizm – nie jako roszczenie i zarzut: Przenajświętsza Bogurodzice, nie jestem pokorny! Nie udało mi się, ponownie rozgniewałem się!“ Nie tak. Tylko modlitwą.

Jest pewnym, mówił starzec, że będziemy mieć porażki. Pytania Dlaczego?“ i poczucie winy są podwójnym szatanem. Czy zrozumieliście? Kiedy modlimy się do Boga, żeby nam dał pokorę, to jak gdyby mówimy Mu: „Chrystusie mój, w takim egoistycznym stanie jestem, proszę Cię, z Twoją mądrością, którą masz, ześlij mi powody do pokory!“

Nie wolno nam robić z pokory obłudy, faryzeizmu. Zaufajmy z prostotą, by nam Bóg sam zesłał możliwości do pokuty, możliwości do modlitwy, możliwości do pokory. I każdy, kto poniża siebie, będzie wywyższony. Tak byli wywyższeni ci ludzie. Starzec żył w świecie, wśród trędowatych, w szpitalu.

– Chodź, ojcze Eumeniuszu, przeczytać modlitwę, poświęcić wodę, poświęcić olej!

– Niech będzie błogosławione!

Był bardzo zmęczony, całe Ateny przychodziły do niego. Ale ten trud, ta pokorna mądrość, ten pełen miłości nastrój i kolejność modlitw (последования?) odegrały swoją rolę, wspięły go tak wysoko, że niektórzy ludzie, którzy mogą widzieć niebiosa i życie wieczne, widzą go obok świętego Paisjusza.

I wszyscy, o których wspomnieliśmy – Argiro, Wangielio, Dimitris, Charalampis, Eutichia, Michał – on był oprócz tego i ślepym, byli chorzy na trąd. Wszyscy są już w niebie, razem ze starcem Eumeniuszem, i wychwalają Boga z nim.

Jaką radość przyniosła nam ta Liturgia Święta! Oni doświadczają tej radości każdego dnia, w każdej chwili, tym jest życie wieczne – pożądajmy go, zapragnijmy go a kiedy słabnie nasze pragnienie, pożądajmy go jeszcze więcej. I święty Eumeniusz, i święty Nicefor, i wszyscy święci będą nam pomagać w naszej walce. Tak się zmienia człowiek, tak się zmienia Cypr, tak się zmienia Grecja, tak się zmienia świat! Wszystko pozostałe – „Panadol” i koronawirusy! („Panadol“ jest lekiem uniwersalnym na Cyprze – not. tłum.)


Źródłoyoutube.com

Tłumaczenie z greckiego na bułgarski – Konstantin Konstantinov
Tłumaczenie z bułgarskiego na polski – Dimka Savova
Redakcja – Joanna Wyspiańska

Autor

Redakcja orthodox.fm - Portalu Medialnego Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej.