Zaakceptujmy pokusę jako swój krzyż

O. Paweł Papadopulos

Czy można postem i ascezą uwolnić się od pokus tego świata? Na to pytanie, aktualne zwłaszcza współcześnie, gdzie zewsząd jesteśmy otoczeni przez liczne pokusy świata materialnego, odpowiada nam grecki archimandryta Paweł Papadopulos.


Zaakceptujmy pokusę jako swój krzyż

Bardzo radują mnie ludzie, którzy podchodzą do spowiedzi szczerym sercem. Czują swój grzech i wyznają go bez wymówek: „Batjuszka, jestem taki, zrobiłem to i to.” I w tym momencie zatrzymują się. Bez żadnych „ale”, „nie chciałem tego”, „poniosło mnie”.

Tacy ludzie, chociaż może i głęboko skosztowali mroku grzechu, doświadczają swobody przebaczenia, ulgi w namiętnościach, światła przyjęcia Boga. Upadają jako ludzie, ale nie usprawiedliwiają swojego upadku. „Zrobiłem to, ale walczę, wyrzekam się go, pokutuję za swój grzech”.

W trakcie spowiedzi pewnego takiego człowieka, którą niedawno przyjmowałem, po tym, jak wyznał swój wielki upadek, powiedział mi: „To namiętność, ojcze, znam swój grzech … Ale nie wiem, czy w przyszłości znowu nie upadnę. Będę próbował nie poddać się, ale nie wiem, czy dam radę. Potrzebuję modlitw batjuszki …” W tych słowach zobaczyłem człowieka, który nie żyje fałszywymi obietnicami i ma śmiałość wyznać nie tylko swój przeszły upadek, ale przyznać, że może upadnie i w przyszłości.

Ważnym jest wiedzieć kim jesteśmy. Ważne, by nie odrzucać swoich słabości, ponieważ jedynie wtedy jeśli je dogłębnie poznamy i zaakceptujemy, będziemy mogli za pomocą Bożej łaski z nich się wyleczyć. Wiele razy mówimy: „Nie jestem taki, po prostu mnie poniosło” lub znajdujemy jakieś inne usprawiedliwienia. Jeśli nie zaakceptujemy tego, że jesteśmy chorzy, nigdy nie zapragniemy prawdziwie się wyleczyć.

Chrystus chce mieć takich ludzi, którzy się nie boją, nie zaprzeczają ani nie usprawiedliwiają swojego grzechu, swoich nieporadności i niemocy lecz je odsłaniają i kładą Chrystusowi do nóg. W istocie, dobrzy ludzie popełniają grzechy tak samo jak wszyscy, ale tylko oni po popełnieniu pokutują prawdziwe…

***

Niektórzy czują dumę: „Zostawiliśmy wszystko – pracę, przyjaciół, domy, samochody, posiadłości, dyplomy. Zostawiliśmy wszystko i zostaliśmy mnichami.” Ależ cóż mówicie? Co zostawiliście? Z czego jesteście dumni? Dlaczego zachowujecie się tak, jakby to wszystko było wasze? Pan Bóg dał wam to wszystko. On wam to podarował. Ta ofiara dużo was nie kosztowała, była łatwa. Coś innego musicie zostawić za sobą. Coś, co jest dla was cenne.

Nasze ego – Pan Bóg chce, żebyśmy to zostawili, i wtedy On nas będzie błogosławił, a my mu będziemy dziękowali … Zostać mnichem zachowując swoje ego – w niczym nie pomoże. 

Podobna sytuacja zdarzyła się w życiu św. Nila Kalabryjskiego. Osiągnął granicę swojej ascezy i poczuł się załamany. Nie mógł już więcej. Post, udręki i czuwania wyczerpały go, pokusy zaś nie minęły. Wtedy zrozumiał swoje duchowe położenie i przyznał: „Jestem słaby, niczego nie osiągnąłem, jestem nikim …”. Przyznał się do swojej słabości i niewystarczalności. Zaakceptował pokusę jako swój krzyż i niosąc go poszedł dalej, podczas, gdy wcześniej chciał się od niego wyswobodzić. Egoistycznie, szemrając i narzekając. Teraz go pokornie obejmował. Przekształcił pokusę w środek do uratowania siebie, a nie w powód do narzekania. I wtedy kiedy pogodził się ze swoją słabością, w wizji zobaczył Pana Boga. Nie za swoje czuwania, post i cierpienia, które znosił tyle czasu. Zobaczył Go głównie z powodu poczucia swojej niewystarczalności, z powodu swojego dobrowolnego wycofania się z ego, z powodu pokory, w którą się ubrał. Zobaczył Ukrzyżowanego cichego i spokojnego na Krzyżu. I wtedy święty zawołał. Usłyszano jego głos, zmieszany ze łzami: „Panie Boże, zmiłuj się nade mną i pobłogosław mnie …” I jaki straszny ujrzał widok! Zobaczył Ukrzyżowanego jak wyciąga rękę z Krzyża i błogosławi go. Trzy razy go pobłogosławił. Tą ręką, która była przybita do Krzyża, tą ręką, która była przekłuta przez złość Jego stworzeń. … Wtedy święty osiągnął pokój.

Cokolwiek poświęcimy Chrystusowi, będzie to za małe w porównaniu z Jego ofiarą. Nie asceza, lecz pokora, która przychodzi poprzez ascezę jest miła Bogu. Wtedy, kiedy najgłębsza potrzeba otrzymania od Boga przebaczenia robi się oddechem dla ascety. Wtedy, kiedy zobaczenie Boga jest zobaczeniem drugiego. Wtedy, kiedy i my oddzielimy swoje ciało od ziemi i wzniesiemy je do wysokości naszego krzyża…

O. Paweł Papadopulos
24 października 2020 r.

 


Źródło – bogonosci.bg
Tłumaczenie z greckiego na bułgarski: Konstantin Konstantinov
Tłumaczenie z bułgarskiego na polski: Dimka Savova
Redakcja polska: Joanna Wyspiańska

 

Autor

Redakcja orthodox.fm - Portalu Medialnego Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej.