Żebym cię kochał zawsze – na zawsze

O. Władimir Dojczew

Przedstawiamy kolejne kazanie bułgarskiego duchownego – ks. Władimira Dojczewa. Kazanie Ojca z 13 maja br. na tzw. Przepołowienie pokazuje nam, jakim musi być dla nas chrześcijan związek miłości – między mną i Bogiem oraz między mną i drugim człowiekiem.

Homilia Ojca Władimira

Chrystos Woskresie!

Mimo wszystko, bracia i siostry, myślę sobie, że żyjemy w smutnym świecie. Smutnym nie w odniesieniu do nieba. W stosunku do nieba ten świat zawsze jest smutny. A smutnym w stosunku do świata naszych przodków, naszych babć, dziadków. Tych, którzy żyli wśród nas wczoraj i przed chwilą pożegnaliśmy się z nimi, bo odeszli do nieba.

Nie jestem aż taki stary, ale pamiętam, że wcześniej było jakoś inaczej. Całkiem niedawno jeszcze było dużo ładnych opowieści o ludziach, którzy umieją się kochać. Którzy przyjmują wyzwanie „oszaleć” – kochając się. Była piękna poezja miłosna, były dramaty, jak te o Romeo i Julii, o zakochanych, którzy gotowi są umrzeć razem, ponieważ ich miłość jest większa niż ocalenie. Miłość jest życiem, nie ocaleniem…

Ludzie związywali się, żeby poczuć wieczność jeden w drugim jeszcze tutaj. Nie wymieniali swoich serc za politycznie poprawne hasła. Nie sprzedawali się za pieniądze, żeby móc przeżyć dobrze w tym świecie. W miłości szukali przyszłości…

Teraz, kiedy to piszę, twarze i wspomnienia wyłaniają się przed moimi oczyma. I robi mi się smutno, że nie ma ich wśród nas. Wy powiecie, że i teraz są tacy ludzie. Tak. Są. Ale my wszyscy wiemy, że mało ich jest. Że tylko garść z nich zgadza się „oszaleć” tak naturalnie, jak „szaleli” w tych czasach ludzie z miłości. Wpatrując się, przeżywając się wzajemnie.

W czasach dzisiejszych niedostrzegalnie wszyscy staliśmy się nadmiernie wyjątkowi, zbyt ciekawi, zbyt mądrzy, żebyśmy oddali siebie drugiemu bez reszty. Zauważyliście to, czyż nie? Mówimy sobie poważnie: „Patrz, na ile jestem fajny, a ten drugi mnie nie docenia, nie rozumie, nie kocha wystarczająco.“ A czy ty możesz kochać chociaż na ile, na tyle wielkie są twoje roszczenia?

I jeśli to, co powiedziane, stosuje się do miłości między dwojgiem ludzi, о ile większą musi być miłość do Boga? O ile więcej historia o Romeo i Julii, albo poezja Chrysta Fotewa (na przykład) muszą być większe w Cerkwi?! Przypomniałem sobie jeden wiersz i myślałem o nim przez cały czas, kiedy nam powtarzano, że do świątyń mogą przychodzić tylko ci, dla których to jest kwestią życia i śmierci:

 

„…Nie trać mnie nigdy – znajduj mnie,
wypełniaj mnie dziecięcym zdumieniem.
Żebym się znowu uwierzył w twoich rękach,
w nogach, w oczach … kochaj mnie!
Jak bym chciał zatrzymać cię na zawsze.
Kochać cię zawsze – na zawsze…“

 

Czy możecie kazać temu pragnieniu poczekać? Rozkazać Romeo i Julii: „Zostańcie w domu oddzielnie jeden od drugiego!“? Zabronić poetom pisać wierszy? Przeszkodzić im spotkać się z ukochaną, dopóki burza nie przeminie i wszystkie okoliczności nie będą sprzyjać kochaniu? Czyż miłość potrzebuje sprzyjających okoliczności, w których by mogła istnieć? Czy można ją sprzedać po korzystniejszych cenach rynkowych? Czy istnieje inna miłość oprócz tej, która jest na życie i śmierć?

W troparionie na Przepołowienie powiedziano:

 

„…Napój moją pragnącą duszą, ponieważ do wszystkich, Zbawicielu, zawołałeś: Kto jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije …“

I oto, w ostatnich miesiącach, kiedy szalały lęki przed grypą, właśnie z ust wierzących usłyszeliśmy: „Nie pragnij tak o swojej miłości! Nie kochaj aż tak silnie, bo to nie jest rozsądne, nie jest zdrowo! Możesz ocaleć przez pewien czas i bez Chrystusa, a On na ciebie poczeka. Nic wam nie będzie, jeśli zostaniecie rozdzieleni na określony czas!“ Kiedyś, bardzo dawno lub wczoraj, w zeszłej nocy lub kilka wieków temu, zakochani nie mogli być jeden bez drugiego nawet przez jeden dzień. Co mówię – nawet przez jedną chwilę. To rozumieli nie tylko chrześcijanie, ale ateiści też. W znanym filmie radzieckim („Ирония судьбы“) był taki wiersz:

 

„…С любимыми не расставайтесь!
Всей кровью прорастайте в них.
И каждый раз навек прощайтесь!
Когда уходите на миг!“
(“…Nie rozdzielajcie się z ukochanymi!
Kiełkujcie całą swoją krwią w nich.
I każdego razu żegnajcie się na zawsze,
kiedy wychodzicie na chwilę!“)

 

Nikomu nie trzeba było tłumaczyć podobnych wierszy. Niektórzy żyli według nich, inni – nie. Ale wszyscy je rozumieli. Wiedzieli, że zimny rozsądek jest dużo większym szaleństwem, niż kochać do szaleństwa. A oto teraz, wynikła dla mnie potrzeba napisać kazanie. I nie jestem pewien, czy nawet wierzący rozumieją mnie, kiedy mówię, że kochać – to naturalny stan dla człowieka. Jak śpiewał Wysocki:

 

„…Я люблю – и значит, я живу.“
(„…Kocham – więc, żyję.“)

 

Nikt nie musiał meldować nikomu dla czego kocha. Rodzice pozwalali swoim dzieciom oddzielić się od nich, jak napisano w Piśmie, żeby mogli się przywiązać do swojej żony (męża). Wiedzieli, że to jest prawo miłości. No, jeśli jest jasne, dla czego przywiązywać się do drugiego człowieka, co niejasnego jest w chęci przywiązać się do Boga? Chrystus dla nas się ukrzyżował, a my na tę ofiarę odpowiadamy, zostając w domu! Ponieważ tak jest rozsądnie! I niektórzy nazywają ten rozsądek miłością …

Święty Porfiriusz Kawsokaliwit opowiedział pewnemu swojemu duchowemu dziecku: „…Przyszła tutaj jedna dziewczyna. Ona była w przedostatniej klasie liceum i mówi do mnie: „Ojcze, zakochałam się w jednym chłopcu i nie mogę nie myśleć o nim. Mój umysł jest w ciągle tam, z Nikosem. Jakby Nikos jest tutaj (i palcem wskazała na czoło). Zaczynam czytać, Nikos jest tutaj. Idę jeść, spać, Nikos jest znowu tutaj. Co mam robić, ojcze?“

„Dziecko, powiedziałem jej, ty jesteś jeszcze młoda. Wytrzymaj trochę, skończ szkołę. Potem Nikos znowu będzie tutaj. A teraz starannie zajmuj się lekcjami.” Minął tydzień i ona znowu przyszła: „Ojcze, nie mogę się skupić na lekcjach. Przez cały dzień mój umysł i moje serce są z Nikosem. Nikos przywiązał się do mnie i nie mogę o nim nie myśleć.“ Tak samo i my. Kiedy pokochamy Chrystusa, z Boskim pragnieniem będziemy wymawiać modlitwę: „Panie, Jezusie Chrystusie, zmiłuj się nade mną.“ Święty tłumaczy to, odpowiadając na pytanie, jak dotrzeć do prawdziwej modlitwy. Tłumaczy, że nie potrzebujemy jakiejś technologii, a tylko szczerzej miłości. Wy rozumiecie, że to nie stosuje się tylko do modlitwy, lecz do całego naszego życia.

Czy jest w nas taka miłość do Boga? Nie w formie deklaracji, lecz realnie? Kryzys pokazał, że wiele razy „rozsądek” zwyciężył nad miłością. Zasypano nas lawiną słów o ascezie domowej i o przetwarzaniu sypialnię w pustelnię. Ale to wszystko było po prostu przykryciem zwykłej logiki ludzkiej, która mówi, że twoja miłość może poczekać, żeby minąl tylko jeden Wielki Post, jeden Wielki Tydzień, jedno Ukrzyżowanie, jedna Wielka Sobota, jedno Zmartwychwstanie … Okazało się, że pozwoliliśmy na to, że naszą miłość pozostawiono w areszcie domowym, żeby, przypadkiem, nie zachorowała i nie umarła na grypę.

Nie mówię, że miłość musi obowiązkowo być szaloną i że człowiek, który pragnie Boga i ukochanego człowieka, może robić, co chce. Nie mówię, że ona ma nie liczyć się z prawem i być anarchistyczna. Ale dla zakochanego nie ma możliwości być rozsądnym na sposób świecki. Czy usłyszeliście to wezwanie, że na Wielkanoc nie trzeba iść do Cerkwi, a jeśli mimo wszystko ktoś pójdzie, niech weźmie ogień i pójdzie sobie, a że w świątyni niech zostaną tylko nienormalni? Nie mogę zapomnieć tych słów. Już dotarliśmy do Przepołowienia, wszystko miało już minąć. Ale było by absurdalnie nie wysłowić tego, co się zdarzyło, i nie wyciągnąć wniosków z niego. Tak – ten, kto kocha, nie może być innym oprócz „psychicznego“ w oczach obecnego świata.

Mówię wam o tym wszystkim, żebyśmy się nie bali, bracia i siostry. Żebyśmy się nie bali być innymi, niż mir sej. Skądkolwiek by on nas nie nauczał! Żebyśmy mu nie pozwalali, żeby on nam wstrzykiwał swój „rozsądek“. To jest o wiele straszniejsze nawet od szczepionki (z nanocząstkami lub bez nich), którą pewny olbrzym technologiczny przygotowuje dla nas. Prawdziwe niebezpieczeństwo – to przetwarzanie człowieka w zimnego wyrachowanego spryciarza, który wie, kiedy być u Chrystusa i na ile Go kochać, żeby nie zacząć kaszleć. Straszliwa jest ta szczepionka, która zmusza Romea i Julię rozmawiać przez telefon, pisać sobie mejle, umieszczać swoje posty na Facebooku, wysyłać serduszka przez Viber, patrzeć na drugiego przez Messenger, dopóki się wszystko nie uspokoi i ich krewni się nie pogodzą.

Tak, historia Romeo i Julii jest tragiczna. Ale nasza historia tak skończyć się nie może. Nie ma takiego prawdopodobieństwa, żeby miłość wierzącego do Chrystusa była tragiczną. Ponieważ ona nie jest namiętna, nie jest zmysłowa, nie jest cielesna. Ona musi być duchowa. Wtedy, kiedy Chrystusa ukrzyżowali, wyglądało, że nasza miłość naprawdę jest szalona. Że ona musi być ukarana. Być znieważona. I odrzucona jako niemożliwa. Ale Chrystus zmartwychwstał i dał prawdziwej miłości perspektywę wieczności. Tak że każdy, kto jest spragniony, niech przyjdzie do Chrystusa i niech pije!

 

Chrystos Woskresie!

 

Ojciec Władimir Dojczew
Źródło: outsideri.org


Tłumaczenie z bułgarskiego – Dimka Savova
Redakcja – Siostra Agata (Jarzmik)