Lek na nasze lęki

O. Władimir Dojczew

W ostatnią niedzielę słyszeliśmy w cerkwi fragment Ewangelii, który opowiadał nam o niewiastach, niosących wonności (o żonach mironosicach). Zobaczyliśmy, jak one niepomne na strach, jaki zapanował wśród chrześcijan po ukrzyżowaniu Chrystusa, udały się do grobu Zbawiciela, wiedzione bezgraniczną miłością. I to jest właśnie lek na nasze lęki i strach, jest to miłość do Najwyższego. My współcześnie zagonieni obowiązkami codziennego życia, ogarnięci lękami, jakie przynosi nam gnający coraz bardziej na oślep świat często zapominamy o Chrystusie, o Jego miłości. Tymczasem jest ona coraz bardziej niezbędna, aby zachować właściwy kierunek naszej duchowej egzystencji i harmonii ze światem. I o leku na ten coraz silniej obecny w naszym życiu strach opowiada nam ojciec Władimir Dojczew w swojej ostatniej homilii.
Dimka Savova

Homilia Ojca Władimira

Zza wielu myśli o śmierci i bólu, które w ostatnich tygodniach królują na ekranach i w naszych głowach coraz bardziej wychyla się jedna twarz – twarz w maseczce. W istocie, maska już nie zasłania ust, a bezczelnie wisi pod brodą. To twarz strachu. Jego pragnieniem jest, by przedstawić się nam jako dyrygent i ten co pociąga za wszystko sznurkami, jako lekarz i pielęgniarka, jako starzec i teolog, jako jedyne możliwe wyjście. Wydaje się, że powierzchownie i nieuważnie mu się przyjrzeliśmy i teraz on wykorzystuje to jako naszą słabość. Nie wyszliśmy z nim na słońce, ponieważ spacery na ulicy były zabronione. A w ciemności, przed komputerem albo telewizorem, strach jest odważny jak lew. Nawet w korytarzu do ubikacji idzie w ochraniaczach – z jednej strony, w celu bezpieczeństwa, z drugiej zaś – żeby się mógł cichutko zakraść za nasze plecy. Strach to zawodowy szeptacz, którego celem jest być obok nas i podążać za nami, kontrolować nas i donosić na nas…

 

W ostatnich dniach pokazuje się nam w masce mądrej twarzy. Strach jest doświadczony i sprytny. Trudno mu  przedstawić się jako bohater, dlatego stara się wyglądać na mądrego. Strach wymyślił dużo przysłów. Krótkich recept jak ocaleć. Na przykład: „Wygiętej głowy się nie tnie.“ Przeliczcie ile głów pozostało na swoich miejscach dzięki tym słowom. A teraz spróbujcie zastosować to do żywota jakiegoś świętego … Cóż – święci wciąż nie stosują się do zamiarów mądrali! Albo, powiedzmy: „Zwiąż księdza, a wioska będzie spokojna.“ Wszyscy pamiętamy okres ze związanymi księżmi i paradami na cześć zwycięstwa socjalizmu, który dał przywileje jednym i zabrał je drugim. I jak wtedy ciągle krzyczano o pokoju. Ale, jak mówi Bóg: „Usiłują zaradzić katastrofie mojego narodu, mówiąc beztrosko: „Pokój, pokój”, a tymczasem nie ma pokoju” (Jer. 6:14).

 

Teraz najbardziej popularne przysłowie to: „Strach winnicę chroni.“ Mówią, że tylko strach może ochronić winnicę Chrystusa. Wszystko pozostałe jest określane jako sprzeczność. Sam strach upomina nas: „Teraz nie jest czas robić z siebie bohaterów…”.

 

Dla nas, jak chrześcijan, ważne jest by postawić każdą rzecz na swoim miejscu. Odesłać mądrale tego świata do ich fałszywej mądrości i poszukać odpowiedzi tam, gdzie trzeba – w mądrości Pisma Świętego. A jeśli ktoś potrzebuje naprawdę doświadczonego przewodnika pośród meandrów życiowego zamieszania, uważam, że takim jest Psalmista. Człowiek, który prowadzi modlitewne życie, wie, że właśnie Psałterz jest właściwą pomocą w pilnej potrzebie, a nie niedorzeczne ludzkie przysłowia.

 

Tak więc, czy strach ochroni winnicę Chrystusa? Pismo Święte mówi nam inaczej: „Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie. Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje” (Ps. 126:1-2). Czyli, kto rozsądny rozumie, że Bóg ochroni Swoją winnicę. Ufa Mu i ma spokojny sen. A ten, kto kieruje się strachem, na marne czuwa w nocy, a potem żałuje. Jego strach nie będzie mu stróżem, ponieważ Bóg nie potrzebuje straży. To nie przypadek, że i Mądry Salomon mówi: „Leniwego powala bojaźń, a dusze zniewieściałych będą łaknąć.“ (Prz. 18:8). Zresztą, sam Psalmista wie dobrze, kto musi chronić winnicę i dlatego modli się: „Powróć, o Boże Zastępów! Wejrzyj z nieba, zobacz i nawiedź tę winorośl; i chroń tę, którą zasadziła Twa prawica” (Ps. 79:15-16).

 

W Psałterzu strachu nie uznawano za cnotę, tym bardziej nie nadawano mu funkcji strażnika winnicy Bożej. Wręcz przeciwnie, Święta Księga zachęca nas, byśmy byliśmy odważni nie w sensie nierozważnej chełpliwości, lecz żebyśmy pokładali ufność w Bogu i do Niego się modlili. Na przykład: „Pan jest ze mną, nie lękam się: cóż mi może zrobić człowiek??“ (Ps. 117:6). I jeszcze: „W nocy nie ulękniesz się strachu, ani za dnia – lecącej strzały, ani zarazy, co idzie w mroku, ni moru, co niszczy w południe … Albowiem Pan jest twoją ucieczką, jako obrońcę wziąłeś sobie Najwyższego.“ (Ps. 90:5,6,9). Jak i to: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza“ (Ps. 22:4). Ale i: „Bóg jest dla nas ucieczką i mocą: łatwo znaleźć u Niego pomoc w trudnościach.Przeto się nie boimy, choćby waliła się ziemia i góry zapadały w otchłań morza“ (Ps. 45:2-3). I jeszcze: „Chociażby stanął naprzeciw mnie obóz, moje serce bać się nie będzie; choćby wybuchła przeciw mnie wojna, nawet wtedy będę pełen ufności. O jedno proszę Pana, tego poszukuję: bym w domu Pańskim przebywał po wszystkie dni mego życia, abym zażywał łaskawości Pana, stale się radował Jego świątynią.“ (Ps. 26:3-4). Oto jak Psalmista sprzeciwia się strachowi przed chodzeniem do Bożej świątyni. Chodzenie do niej jest lekiem na strach! Tak, jak jest jeszcze napisano: „ilekroć mnie trwoga ogarnie, w Tobie pokładam nadzieję.“ (Ps. 55:4). A także: „Tam zadrżeli ze strachu, gdyż Bóg jest z pokoleniem sprawiedliwym.“ (Ps. 13:5).

 

Przeciwną zwierzęcemu strachowi  nie jest jednak bezsensowna odwaga. Na próżno niektórzy przekonują nas, że, jeżeli nie zamykamy się rygorystycznie w domu, lecz wychodzimy do świątyni, to z pewnością ogarnęła nas mania męczeństwa. Przeciwnym panice jest strach Boży. Właśnie jego znaczenie podkreśla się w Piśmie Świętym. I to właśnie on doprowadza nas do Domu Bożego: „Ja zaś dzięki obfitej Twej łasce, wejdę do Twojego domu, upadnę przed świętym przybytkiem Twoim przejęty Twoją bojaźnią.“ (Ps. 5:8). Jeżeli ktoś chce mówić rozumnie niech  nie uczy tego, jak bać się ludzi i zarazy (wiemy bowiem jak się chronić), lecz jak bać się Boga – tak, jak napisano: „Bojaźń Pańska początkiem mądrości, wspaniała zapłata dla tych, co według niej postępują“ (Ps. 110:10). Więc, rozumny jest każdy, kto ma bojaźń Pańską. A ten, kto nie ma jej, nie jest po prostu nierozumny, lecz jest podstępny, jak pisze Psalmista: „Nieprawość mówi do bezbożnika w głębi jego serca; bojaźni Boga nie ma przed jego oczyma. Bo jego własne oczy [zbyt] mu schlebiają, by znaleźć swą winę i ją znienawidzić. Słowa jego ust to nieprawość i podstęp, zaniechał mądrości i czynienia dobrze. Na swoim łożu zamyśla nieprawość, wkracza na niedobrą drogę, nie stroni od złego.“ (Ps. 35:2).

 

„Pójdźcie synowie, słuchajcie mnie! Nauczę Was bojaźni Pańskiej.“ (Ps. 33:12). To zdanie często widać napisane na zwojach, które na ikonach trzymają święci ojcowie. Jakby z Królestwa Niebiańskiego nas wzywają, żebyśmy posiedli przede wszystkim tę cnotę, żebyśmy ją sobie upodobali gdyż i Bóg ma w niej upodobanie i żebyśmy osiągnęli radość w Jego Imieniu tak, jak jest napisano: „Służcie Panu z bojaźnią i z radością Mu śpiewajcie i ze drżeniem składajcie Mu hołdy, bo zapłonie gniewem i poginiecie w drodze, gdyż gniew Jego prędko wybucha. Szczęśliwi wszyscy, co w Nim szukają ucieczki.“ (Ps. 2:11-12). I jeszcze: „Szczęśliwy mąż, który się boi Pana i wielkie upodobanie ma w Jego przykazaniach. Nie będzie się lękał niepomyślnej nowiny; mocne jego serce, zaufało Panu. Serce jego stateczne lękać się nie będzie, aż z góry spojrzy na swych przeciwników.“ (Ps. 111:1-7,8).

 

Musimy mieć bojaźń Pańską, nie ludzki strach, ponieważ prawdziwe straszliwym jest Bóg. Nie zaraza, nie klęska, nie choroby. Bóg stoi nad tymi wszystkimi rzeczami i ma pełną władzę nad nimi. Jeśli ktoś wierzy w coś innego, to w ogóle nie jest chrześcijaninem. Ponieważ napisano jest: „Zesłał odkupienie swojemu ludowi, ustanowił na wieki swoje przymierze; a imię Jego jest święte i lęk wzbudza!“ (Ps. 110:9). A także: „Jesteś straszliwy i któż Ci się oprze w obliczu Twego zagniewania? … Złóżcie śluby i wypełnijcie je przed Panem, Bogiem waszym, niech całe otoczenie niesie dary Straszliwemu. Temu, który poskramia ducha książąt, który jest straszliwy dla królów ziemi.“ (Ps. 75:8-12,13). A także: „Grozę sieje Bóg ze swej świątyni, Bóg Izraela; On sam swojemu ludowi daje potęgę i siłę. Niech będzie Bóg błogosławiony!“ (Ps. 67:36). I jeszcze: „bo Pan najwyższy, straszliwy, jest wielkim Królem nad całą ziemią.“ (Ps. 46:3).

 

Tak więc, w raz kolejny chcę prosić, byśmy uważali skąd i od kogo otrzymujemy pouczenie. Jako wierne dzieci Cerkwi musimy iść za jej nauką, nie za tym,co jedynie podnosi komfort naszego życia, stara się przypodobać możnym tego świata czy swojemu drżącemu ciału. Z resztą, drżeć to nie jest rzecz straszna. Ważne jest przed czym drżymy: „Drży moje ciało z bojaźni przed Tobą i lękam się Twoich wyroków.“ (Ps. 118:120). Ważnym jest by nie słuchać mądrości doświadczonych linoskoczków, którzy nauczyli się, jak siebie ocalić kierując się podszeptami różnych półprawd.  My musimy powtarzać: „Naucz mię, Panie, Twej drogi, bym postępował według Twojej prawdy; skłoń moje serce ku bojaźni Twojego imienia!“ (Ps. 85:11).

 

Ludzkie życie jest krótkie i marne. Jest nam dane nie po to byśmy wygodnie i bezpiecznie się w nim  urządzili, lecz byśmy poprzez bojaźń Pańską zdobyli łaskę Bożą. Byśmy pozbyli się złości, która prześladuje grzeszników i nauczyli się mądrości – tak, jak napisano: „Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt, lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy. Któż potrafi zważyć ogrom Twojego gniewu i kto może doświadczyć mocy Twego oburzenia? Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca.“ (Ps. 89:10-12).

 

Chrześcijanie nie chodzą do świątyni Bożej z egoizmu albo z beztroski, lecz z miłości! Z miłości do Boga i do bliźnich! Śpieszą się wyprosić u Boga litość dla siebie i dla cierpiących. Dla przyjaciół i dla wrogów. Ponieważ dobrze wiedzą, że On jest jedyną nadzieją. Że od Niego zależy wszystko. Dlatego ci, którzy teraz bluźnią przeciwko ludziom, którzy chodzą do cerkwi, niech wezmą sobie do serca upomnienie Psalmisty: „Oskarżali mnie w zamian za miłość moją; a ja się modliłem. Odpłacili mi złem za dobre i nienawiścią za moją miłość.“ (Ps. 108:4-5).

 

Inna sprawa, że niektórzy dopiero teraz, kiedy ich własne życie jest zagrożone, zauważyli, że umierają ludzie. W tym – i duchowni. I zaczęli ich liczyć jak zagubione owce. I machać ich nekrologami jak strachami na wróble przed tymi, którzy оśmielają się przybliżyć do progu świątyni, nawet z maseczką, rękawiczkami i przestrzegając wszystkich zaleceń kwarantanny. No … Witamy w realnym świecie, w którym duchowni idą na cmentarz prawie codziennie i patrzą w oczy śmierci. Oby teraz wszyscy zrozumieli, dlaczego duchowni płaczą … I dlaczego nie mają prawa bać się niczego. Ani uczyć innych strachu. Oprócz bojaźni Bożej!

 

Ojciec Władimir Dojczew
Źródło: outsideri.org


Tłumaczenie z bułgarskiego – Dimka Savova
Redakcja – Siostra Agata (Jarzmik)